... o zyciu ... o kobietach ... o podrozach w czasie i przestrzeni ... o czasie i o przestrzeni ... Przemyslenia i zlosci kobiety mobilnej geograficznie ze juz sama nie wie czasami gdzie jest?!
czwartek, 27 lipca 2017
Walizki
Amelka sie spakowala. Plecak z Thomasem, durgi z Myszka Miki oraz torebka z "My Little Pony" wszystko stoi od 2 dni pod drzwiamy wyjsciowymi i rosnie w oczach. 

I kto to wszystko bedzie nosil? Mama. 
niedziela, 16 lipca 2017
O rany, Julek!
Spotkanie po latach w Kijowie. 

W poludnie. Najpierw po dwie porcje american breakfast (fasolka, grzyby, po 4 jaja na boczku, tosty) z bardziej lokalna juz setka wodki do przepicia. 

Wczesnym popoludniem. Lody z A. z kolejna setka wodki (dla doroslych) i spacer po Kijowskich krzakach (oj dzieje sie tam dzieje). 

Pozniejszym popoludniem (a'la 15ta). Pifko, biale gruzinskie "suhoje" i bardzo doslownie "revealing" obserwacje. Ukrainki chodza bez biustonoszy, tylko przy Julku mozna sie tego dowiedziec. Kelnerka wzywana po 10 razy zeby popatrzec i cieszy oko (nie moje). Ale tylko ta jedna "uwolniona". 

Wieczorem. Julek odstawiony na samolot do Warszawy. Chwiejnym krokiem wracam do domu i gapie sie w cycki miejscowych dziewczyn. 
środa, 05 lipca 2017
Poprzeczka wysoko i Adele
45-te urodziny C. z wysoka poprzeczka. Londyn, znajomi, stare smieci, kolacja autorska SLYNNEGO szefa z osobista dedykacja, no i dokladnie w urodziny na Wembley Stadium niespodzianka Adele. Okazalo sie potem, ze to ostatni koncert. Ostatnie "Hello" a potem "wave goodbye!" juz innych artystow. 


Note to C: do 50-tki juz niestety tylko buziaki i goracy sex, bez Adele fajerwerkow i kolacji za $250... 

wtorek, 20 czerwca 2017
Lato
Babushki sprzedaja maliny, poziomki, czeresnie. Zajadamy sie. 

Val-de-val sprzedaje lody bazyliowe z wanilia i mietowe z truskawkami. Zajadamy sie, choc A. woli gorzka czekolade. 

Wody Dniepru chlodza stopy. 

Jazz on the beach. Koncert drugi. 

Lato w pelni, mohito cubano smakuje wysmielicie. Lezaki i plaza. 
czwartek, 08 czerwca 2017
Kumulacja
Jada goscie: z Lancuta, z Londynu, z Ryvne, z Waszyngtonu, i z Krakowa, no i oczywiscie lokalni. Kumulacja atrakcji przed wakacjami. 

Czekamy!

"Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z otwartym sercem
Z pękniętym mało kto"
08:33, siewasi , My
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 maja 2017
W Kanapie (nareszcie)
Smacznie. W lokalnej KANAPIE z reputacja. Cieszy oko i podniebienie, choc nie zawsze brzmi rownie apetycznie: Bylo:
  • koktajle na zimno z gotowanego wina, imbiru i czarnego bzu z miodem i mieta
  • czarne jak smola pierozki z nadzieniem z okoni z czerwona ikra w sosie smietanowo - truflowym
  • pasztet z dzika i zurawiny z musem truflowym
  • potrawka z krolika duszona w sosie mleczno-tymiankowym z zapiekanymi suszonymi grzybami i risorro z kaszy i milletu
  • zapiekane pstragi z musem buraczanym, miodem z karemalizowana cebukla, mloda marchewka, korniszonami i rzodkiewka na goraco 
  • no i deser: praliny z kaszy gryczanej nadziewane musem z kardamonu i sliwka w occie
  • do kawy slonina w czekoladzie. 
Pojedli, popili, C pyta: myslisz ze nasza niania by tak ugotowala?
Jakby tak gotowala, to by nie niankowala a pracowala u Ramsey'a, pomyslalam. A szkoda.  

czwartek, 25 maja 2017
Breath of fresh (Balkan's) air
Nie ma jak wyjazdowe spotaknie zarzadu poza domem w urodziny. Wszyscy sie "smucili" ze bede w delegacji na Balkanach, a mnie sie w tym czasie udalo:
  • odepac (bite 9h) 
  • pobiegac 
  • pozwiedzac stare miasto
  • wypic pare lampek wina do kolacji nad rzeka
  • i nawet opalic nowe-stare piegi na nosie. 
I nawet spotkanie zarzadu fundacji okazalo sie mila przerwa od dyrektorowania projektem. Inny jezyk, inni ludzie, inne problemy, inna ja. 

Do domu wrocilam, spokojna i o pare dni mlodsza (odespana) z malym kacem. Hotel nie tylko podrzucil sniadanie i torcik, ale i butelke wina. 
Uslyszane
Ja mowie: "Mamma mija (herbu) zielona pietruszka!
Ona slyszy: "Mama, moja Mia to nie zielona gruszka!

Mia to przyjaciolka ze szkoly i sasiadka z bloku. Dodam. Ciekawe co ona slyszy jak ja prosze zeby posprzatala w pokoju...  
czwartek, 18 maja 2017
Wielki Maly Swiat
Niektorzy cale zycie zaslanaija sie dziecmi (nie tylko swoimi) albo mezem. Kazdy pretekst jest dobry jezeli brak odwagi. 
piątek, 12 maja 2017
Ordnung must sein.
Wiosenny (zimny) weekend w PL zaplanowany. Pierwszy wyjazd droga ladowa, a nie powietrzna. Pociag IC+ "high speed" zasuwa 130 km/h.
  • Czy to juz "high speed" czy jeszcze nie? Pyta C. 
  • To nie Japonia, a Ukraina. Odpowiadam.  
Przelot przez granice w miare plynny. 
  • Czy jest roznica "golym okiem"? Pytam ja tym razem C. o obserwacje mijajacych krajobrazow. 
  • Wszystko takie zorganizowane i czyste. Zauwaza slusznie C. 
Pobyt w PL przyjemny. Nie ma dziur w chodnikach, kamienice za kase z Uni odnowione, ulice nie az takie dzurawe, kierowcy przestrzegaja zasad i nie przyspeiszaja przed przechodniem z dzieckiem. W lodziarni nikt nie przepycha sie lokciami, przeciez lodow nie braknie. 

Przejazd powrotny bardziej bolesny. Nasze dodatkowe "miejsce" dla A. zeby pospala sprzedali Ukraincy po raz drugi skoro "wolne". Byla awantura, a moze krzykliwa prosba o lapowke? Jakby nie bylo, nie zmiesci sie troje na jednym siedzeniu. 

Wnioski powyjazdowe:
  • Do Polski droga daleka, przez Europe i za jej pieniadze.
  • Punkt widzenia zalezy od punktu lezenia. Trawa zdecydowanie zielensza w PL, niz na UKR. 
  • Po obu stonach granicy rownie ponuro, "grjaznie" i ludzie bez usmiechow, ale wszyscy jednakowi. 
  • Rodacy, na "wierzchu" wcale nie jest tak zle (choc zawsze trzeba walczyc o lepiej!). 
poniedziałek, 13 marca 2017
Kobieta upadla z widokiem na Aply
Sierota (z rodzicami) i do tego upadla. Lat juz ciut wiecej niz na studiach, kosci zastane, kondycji zero (!!!), a w glowie "maj!". Dzis natomiast "nie-maj!" a po tygodniu szalenstw kac moralno-fizyczny, siniaki i zakwasy. 

Padalam:
  • na prostej bo chcialam "nie wiem co chcialam, zapomnialam" ...
  • przy hamowaniu tez na prostej pod nogi brata - chyba zeby sie pochwalic ze umiem?
  • na niebieskiej trasie glownie i to na plaskim, na czarnej nie padlam ani razu i wygralam kazda walke!
  • bez nart tez padalam, bo mam dwie nogi i sie placza ;) i rano przed pifkiem, i wieczorem po 6h nart i pifku!
Padalam tez:
  • z krzeselkowego wyciagu typu "pojawiam sie i znikam" bo brak sie obrocil i juz mnie nie bylo, a bylam. Pojechalam sobie po plytkach do "kierownika" wyciagu na plotki ... (wstyd!)
  • pod knajpa na progu drzwi (nie ma wytlumaczenia przed pifkiem) chyba "niemorcznosci jasna!
  • na pania co sie lezakowala w sloncu na 2,100 n.p.m. zafascynowana widokami po malym jasnym pifku, a lezaczek metalowy i sliski... 
  • przy aucie na ryja bo "czemu by nie tak na koniec sie wyrznac...
Padalam, wstawalam i chce mi sie jeszcze. No regrets. Motto na nastepne wakacje: padac mniej, pic wiecej i "mierzyc zamiary na sily!", a nie odwrotnie. 
czwartek, 02 lutego 2017
Ciepleje stalo
Nigdy bym nie przypuszczala, ze przy -8C po 2 tygodniach mrozu stwierdze ze sie ocieplilo i zdejme rekawiczki. A jednak. 

Punkt widzenia zalezy od punktu lezenia... 
środa, 25 stycznia 2017
11 minutes
Nie bywam tu czesto ze wzgledow politycznych, ale ciesze sie ze jak zaczniemy wracac na zachod (jezeli wogole wrocimy) to kampania wyborcza kolejna bedzie juz w toku. 

Zostalo jeszcze: 1377 dni 22 godziny 11 minutes... 

Bardziej optumistycznej wersji nie omieszkam sie opisac publicznie. Big "brother" is watching

niedziela, 15 stycznia 2017
Odkrywanie okolicy
Tak wiec jako ze wyzdrowialam, a za oknem slonce i przyjemne 1C pomimo stycznia, w niecale 48h weekendu odkrylismy, ze:
- mamy wyciag narciarski "osla laczka plus" 4 km od domu, w zasadzie w centrum Kijowa tzn. Potasiv Jar; 
- na wyspie Turovea nie tylko sa rowery latem i kajaki, ale narty biegowki zima i lowienie ryb pod lodem; 
- najwieksze lodowisko w Europie pod dachem "Bolszewik" to stacja metra od domu i mozna dawac czadu jak "frozen"; i w koncu
- w kazdym parku nawet zima A. moze naciagnac nas na jazde na kucyku.  

Tylko zeby jeszcze byl czas sie w to wszystko bawic! 
czwartek, 15 grudnia 2016
Kupilam walek
Kupilam walek i bede walkowac, po-ka-walku, nie tylko nowe zycie na wschodzie, ale i ciasto na pierniczki. 

A. wybrala foremki, nie-sawsiom swiateczne: malpka, grzybek, i palma. Tez marzy o Karaibach... tylko ten grzybek bardziej z Czarnobyla niz z Karaibow.  

Ukraina po walku. Po naszym (ka)walku. 
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Ostatnia Barykada
Haslo na wejscie (tez wymyslaja): borotysya i peremahaty!!!

Ciemno, mokro, zimno wiec wybralismy sie banda z PL ambasady do ostatniej barykady na cos lokalnego: nalewki z zurawiny z chrzanem, wedzone ryby, lokalne sery (!!!) i udziec mlodej koziny! 

Chlopom spodobala sie ta mloda kozlecina no i ta noga ;) 
niedziela, 04 grudnia 2016
Tydzien 1. Reakcje
Oswajamy okolice i mieszkancow. Obserwujemy reakcje. C. wzbudza zainteresowanie, i nie tylko on. Po tygodniu bujania scenariusze zaczynaja sie powtarzac: 

- z A. za raczke - usmiechy (zawsze) i chec glaskania po loczkach (zawsze)
- sam po miesice - usmiechy mlodych panienek (i oczka) (mam sie czuc zagrozona? poki co powtarzam ze ma paru braci do wziecia...)
- sam po miescie - kiwania glow starych beretow i opadniete szczeki starszych panow
- z A. i E. - przewracanie oczami starszych, usmiechy sredniego wieku
- z E. za raczke - szemranie o E. a nie o C. 

Co najwazniejsze, panie z recepcji w bloku i w sklepiku w piwnicach udomowione. Smieja sie szeroko i dziarsko gestykuluja. 
piątek, 02 grudnia 2016
Kijowo w Kijowie
Kijowo bo zimno. Zima. 

A. sie cieszy bo zima, ale narzeka ze nie chce tych paskudnych ciuchow. A trzeba. 

C. cieszy sie ze rodzina w komplecie i odlicza do wesela na Jamajce. Narzeka na brak kultury i rozwagi w sklepach i na drogach. 

E. (ja) juz nie narzeka. W pracy pracownicy dali mi koszulke z napisem i baner do biura: "It's Ukraine!!! What do you expect? RELAX". 


poniedziałek, 07 listopada 2016
Metry
Stwierdzam, ze moje/nasze nowe 170 metrow kwadratowych mnie przeraza. Musze kupic rolki i elektrycznego mopa. 

Teraz meble i walka z systemem internetowych pakupek
wtorek, 01 listopada 2016
Biegaj powoli
Moja pani zastepca przemowila wczoraj rano:  

"To nie sprint, a maraton i prosze sie uspokoic, bo powietrza braknie...i pani calkiem zniknie!"

Od dzis zwalniam: wiecej wina, mniej pracy, bilety do opery i na koncert jazzowy.  

08:06, siewasi , Ja
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Archiwum
Dodatki na bloga