... o zyciu ... o kobietach ... o podrozach w czasie i przestrzeni ... o czasie i o przestrzeni ... Przemyslenia i zlosci kobiety mobilnej geograficznie ze juz sama nie wie czasami gdzie jest?!
niedziela, 08 października 2017
Smaki
Lubie DOBRZE zjesc, craz bardziej lubie. Dobrze znaczy elegancko: smacznie i ladnie podane, powoli, bez pospiechu, z nutka niedosytu. Wlasciciel B. Ukrainskiej restuaracji "Kanapa" gdzie tak wlasnie sie je, otworzyl nowe miejsce "Ronin" gdzie brunch wyglada jak ponizej. Dzieci maja osobna sale, zajecia z gotowania i art-club, a rodzice relaksuja sie przy takich pysznosciach: 

 
No i wyladowalam w Wisconsin. Wczoraj i juz mam kryzys. Na sniadanie zimna twarda jajecznica, jakies ziemniaki i "slodycze" - gofry, muffiny, platki z czekolada i inne przetworzone wynalazki. A to przeciez kraina Land'O'Lakes i wyrobow z mleka, szczegolnie serow i jogurtow. Nic. 

Jedyne dobre z tego, ze nie bede sie najadac bo nie ma czym. 
niedziela, 24 września 2017
Wspomnienia
Slow brak. Tak pieknie i tak boli, czego wielu mi zapewne zyczy. Udalo sie! To "woodo doll" kto w biurze ktos powiesil dziala. I tylko "koni zal ...!"


Fuck life!
Fuck life. Simply put.
20:30, siewasi , Ja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 września 2017
Lato (babie)?
Byl niedosyt lata w wakacje, wiec mamy teraz. Wrzesien przy 27C i sloncu. Tylko jeden dzien odswiezajacego deszczu i burz. W zasadzie to iscie wiosennie, no i te grzyby. Borowki sprzedaja "bagaznikami" babuszki na rogu ulicy. Smaczna ta "wiosna". 

Na co dzien "oramy": partnerzy, donorzy i inne projekty. Polityka i "skoki" - cienka jak babie lato nitka balansu miedzy dobrem a zlem. Mam ochote "poorac" ale nie wypda, wiec tylko wyjasniam.

Ostatnie spotkania w stolicy Polszy wysokiego szczebla pozostawily niesmak, tak zreszta jak sama stolica i jej nastroje. (Calkowicie) nie moje, a wypada sie "utozsamic" z urzedu. 

W pocieszeniu na horyzoncie slonce w Dubaju i deszcz w Brukseli! Oby do zimy... ma byc stulecia. 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Unia (czy nie) w Drapanias
Siedzimy w zabitej wiosce w oliwnym gaju z kurami juz 2 tygodnie i obsrwujemy lokalne zwyczaje platnicze. W piekarni za rogiem paragon na bulke, chleb czy spinach pie zawsze wyglada tak samo, cena jest ta sama za sztuke, tylko umnazana lub dzielona. Na rachunku cena jest jedna. Niezmienna. Spocony pan z lopata wyskakuje z "pieca" i sam sie zastanawia co za ile. Za winogrona w pobliskim miasteczku sprzedawca pyta mnie po ile sa, a w koncu prosi zebym zapytala w skleie obok. Za obiad w tavernie na gorce z widokiem placimy w oddalonej o 10 km stacji benzynowej bo "terminal nie dziala", a za lody "przy okazji" doplacimy, bo pani nie chce "grubych", a szkoda jej "drobnych". 

Zaufanie do klienta, czy ekonomiczna naiwnosc? 

Na Krete Unia nie dotarla. Pani Unia z Warszawy czy Lodzi pewnie tak (choc watpie), ta Europejska juz pewnie nie zdazy przed nastepnym kryzysem. Ciezko w zasadzie powiedziec czy kryzys sie zaczyna czy konczy, czy moze tu juz taka "normalnosc". 
Broken Record
A. czekala na wakacje "in Greece" od dawna. Ladujemy na Krecie, i jeszcze nie zdazylam sie zachlystnac morskim powietrzema, a tu A rzuca i przez 2 tygodnie nie konczy:
  • Mama, a gdzie jest "Reese"?
  • Kochanie, to jest "Greece - a country". 
  • Dady, when can I play with "Reese"?
  • Sweete, "Reese" is in Washington, we are in "Greece". 
  • Jaczus, gdzie jest "Reese"? 
  • Jestesmy w Grecji, a Reese w USofA.
I tak przez kolejne 14 dni walczylismy z upiorem... A. swoje, my swoje. W koncu poddala sie ze z Reese sie nie pobawi, ale chciala ja choc zobaczyc. Sloniowa pamiec 4-latki. 


czwartek, 27 lipca 2017
Walizki
Amelka sie spakowala. Plecak z Thomasem, durgi z Myszka Miki oraz torebka z "My Little Pony" wszystko stoi od 2 dni pod drzwiamy wyjsciowymi i rosnie w oczach. 

I kto to wszystko bedzie nosil? Mama. 
niedziela, 16 lipca 2017
O rany, Julek!
Spotkanie po latach w Kijowie. 

W poludnie. Najpierw po dwie porcje american breakfast (fasolka, grzyby, po 4 jaja na boczku, tosty) z bardziej lokalna juz setka wodki do przepicia. 

Wczesnym popoludniem. Lody z A. z kolejna setka wodki (dla doroslych) i spacer po Kijowskich krzakach (oj dzieje sie tam dzieje). 

Pozniejszym popoludniem (a'la 15ta). Pifko, biale gruzinskie "suhoje" i bardzo doslownie "revealing" obserwacje. Ukrainki chodza bez biustonoszy, tylko przy Julku mozna sie tego dowiedziec. Kelnerka wzywana po 10 razy zeby popatrzec i cieszy oko (nie moje). Ale tylko ta jedna "uwolniona". 

Wieczorem. Julek odstawiony na samolot do Warszawy. Chwiejnym krokiem wracam do domu i gapie sie w cycki miejscowych dziewczyn. 
środa, 05 lipca 2017
Poprzeczka wysoko i Adele
45-te urodziny C. z wysoka poprzeczka. Londyn, znajomi, stare smieci, kolacja autorska SLYNNEGO szefa z osobista dedykacja, no i dokladnie w urodziny na Wembley Stadium niespodzianka Adele. Okazalo sie potem, ze to ostatni koncert. Ostatnie "Hello" a potem "wave goodbye!" juz innych artystow. 


Note to C: do 50-tki juz niestety tylko buziaki i goracy sex, bez Adele fajerwerkow i kolacji za $250... 

wtorek, 20 czerwca 2017
Lato
Babushki sprzedaja maliny, poziomki, czeresnie. Zajadamy sie. 

Val-de-val sprzedaje lody bazyliowe z wanilia i mietowe z truskawkami. Zajadamy sie, choc A. woli gorzka czekolade. 

Wody Dniepru chlodza stopy. 

Jazz on the beach. Koncert drugi. 

Lato w pelni, mohito cubano smakuje wysmielicie. Lezaki i plaza. 
czwartek, 08 czerwca 2017
Kumulacja
Jada goscie: z Lancuta, z Londynu, z Ryvne, z Waszyngtonu, i z Krakowa, no i oczywiscie lokalni. Kumulacja atrakcji przed wakacjami. 

Czekamy!

"Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z otwartym sercem
Z pękniętym mało kto"
08:33, siewasi , My
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 maja 2017
W Kanapie (nareszcie)
Smacznie. W lokalnej KANAPIE z reputacja. Cieszy oko i podniebienie, choc nie zawsze brzmi rownie apetycznie: Bylo:
  • koktajle na zimno z gotowanego wina, imbiru i czarnego bzu z miodem i mieta
  • czarne jak smola pierozki z nadzieniem z okoni z czerwona ikra w sosie smietanowo - truflowym
  • pasztet z dzika i zurawiny z musem truflowym
  • potrawka z krolika duszona w sosie mleczno-tymiankowym z zapiekanymi suszonymi grzybami i risorro z kaszy i milletu
  • zapiekane pstragi z musem buraczanym, miodem z karemalizowana cebukla, mloda marchewka, korniszonami i rzodkiewka na goraco 
  • no i deser: praliny z kaszy gryczanej nadziewane musem z kardamonu i sliwka w occie
  • do kawy slonina w czekoladzie. 
Pojedli, popili, C pyta: myslisz ze nasza niania by tak ugotowala?
Jakby tak gotowala, to by nie niankowala a pracowala u Ramsey'a, pomyslalam. A szkoda.  

czwartek, 25 maja 2017
Breath of fresh (Balkan's) air
Nie ma jak wyjazdowe spotaknie zarzadu poza domem w urodziny. Wszyscy sie "smucili" ze bede w delegacji na Balkanach, a mnie sie w tym czasie udalo:
  • odepac (bite 9h) 
  • pobiegac 
  • pozwiedzac stare miasto
  • wypic pare lampek wina do kolacji nad rzeka
  • i nawet opalic nowe-stare piegi na nosie. 
I nawet spotkanie zarzadu fundacji okazalo sie mila przerwa od dyrektorowania projektem. Inny jezyk, inni ludzie, inne problemy, inna ja. 

Do domu wrocilam, spokojna i o pare dni mlodsza (odespana) z malym kacem. Hotel nie tylko podrzucil sniadanie i torcik, ale i butelke wina. 
Uslyszane
Ja mowie: "Mamma mija (herbu) zielona pietruszka!
Ona slyszy: "Mama, moja Mia to nie zielona gruszka!

Mia to przyjaciolka ze szkoly i sasiadka z bloku. Dodam. Ciekawe co ona slyszy jak ja prosze zeby posprzatala w pokoju...  
czwartek, 18 maja 2017
Wielki Maly Swiat
Niektorzy cale zycie zaslanaija sie dziecmi (nie tylko swoimi) albo mezem. Kazdy pretekst jest dobry jezeli brak odwagi. 
piątek, 12 maja 2017
Ordnung must sein.
Wiosenny (zimny) weekend w PL zaplanowany. Pierwszy wyjazd droga ladowa, a nie powietrzna. Pociag IC+ "high speed" zasuwa 130 km/h.
  • Czy to juz "high speed" czy jeszcze nie? Pyta C. 
  • To nie Japonia, a Ukraina. Odpowiadam.  
Przelot przez granice w miare plynny. 
  • Czy jest roznica "golym okiem"? Pytam ja tym razem C. o obserwacje mijajacych krajobrazow. 
  • Wszystko takie zorganizowane i czyste. Zauwaza slusznie C. 
Pobyt w PL przyjemny. Nie ma dziur w chodnikach, kamienice za kase z Uni odnowione, ulice nie az takie dzurawe, kierowcy przestrzegaja zasad i nie przyspeiszaja przed przechodniem z dzieckiem. W lodziarni nikt nie przepycha sie lokciami, przeciez lodow nie braknie. 

Przejazd powrotny bardziej bolesny. Nasze dodatkowe "miejsce" dla A. zeby pospala sprzedali Ukraincy po raz drugi skoro "wolne". Byla awantura, a moze krzykliwa prosba o lapowke? Jakby nie bylo, nie zmiesci sie troje na jednym siedzeniu. 

Wnioski powyjazdowe:
  • Do Polski droga daleka, przez Europe i za jej pieniadze.
  • Punkt widzenia zalezy od punktu lezenia. Trawa zdecydowanie zielensza w PL, niz na UKR. 
  • Po obu stonach granicy rownie ponuro, "grjaznie" i ludzie bez usmiechow, ale wszyscy jednakowi. 
  • Rodacy, na "wierzchu" wcale nie jest tak zle (choc zawsze trzeba walczyc o lepiej!). 
poniedziałek, 13 marca 2017
Kobieta upadla z widokiem na Aply
Sierota (z rodzicami) i do tego upadla. Lat juz ciut wiecej niz na studiach, kosci zastane, kondycji zero (!!!), a w glowie "maj!". Dzis natomiast "nie-maj!" a po tygodniu szalenstw kac moralno-fizyczny, siniaki i zakwasy. 

Padalam:
  • na prostej bo chcialam "nie wiem co chcialam, zapomnialam" ...
  • przy hamowaniu tez na prostej pod nogi brata - chyba zeby sie pochwalic ze umiem?
  • na niebieskiej trasie glownie i to na plaskim, na czarnej nie padlam ani razu i wygralam kazda walke!
  • bez nart tez padalam, bo mam dwie nogi i sie placza ;) i rano przed pifkiem, i wieczorem po 6h nart i pifku!
Padalam tez:
  • z krzeselkowego wyciagu typu "pojawiam sie i znikam" bo brak sie obrocil i juz mnie nie bylo, a bylam. Pojechalam sobie po plytkach do "kierownika" wyciagu na plotki ... (wstyd!)
  • pod knajpa na progu drzwi (nie ma wytlumaczenia przed pifkiem) chyba "niemorcznosci jasna!
  • na pania co sie lezakowala w sloncu na 2,100 n.p.m. zafascynowana widokami po malym jasnym pifku, a lezaczek metalowy i sliski... 
  • przy aucie na ryja bo "czemu by nie tak na koniec sie wyrznac...
Padalam, wstawalam i chce mi sie jeszcze. No regrets. Motto na nastepne wakacje: padac mniej, pic wiecej i "mierzyc zamiary na sily!", a nie odwrotnie. 
czwartek, 02 lutego 2017
Ciepleje stalo
Nigdy bym nie przypuszczala, ze przy -8C po 2 tygodniach mrozu stwierdze ze sie ocieplilo i zdejme rekawiczki. A jednak. 

Punkt widzenia zalezy od punktu lezenia... 
środa, 25 stycznia 2017
11 minutes
Nie bywam tu czesto ze wzgledow politycznych, ale ciesze sie ze jak zaczniemy wracac na zachod (jezeli wogole wrocimy) to kampania wyborcza kolejna bedzie juz w toku. 

Zostalo jeszcze: 1377 dni 22 godziny 11 minutes... 

Bardziej optumistycznej wersji nie omieszkam sie opisac publicznie. Big "brother" is watching

niedziela, 15 stycznia 2017
Odkrywanie okolicy
Tak wiec jako ze wyzdrowialam, a za oknem slonce i przyjemne 1C pomimo stycznia, w niecale 48h weekendu odkrylismy, ze:
- mamy wyciag narciarski "osla laczka plus" 4 km od domu, w zasadzie w centrum Kijowa tzn. Potasiv Jar; 
- na wyspie Turovea nie tylko sa rowery latem i kajaki, ale narty biegowki zima i lowienie ryb pod lodem; 
- najwieksze lodowisko w Europie pod dachem "Bolszewik" to stacja metra od domu i mozna dawac czadu jak "frozen"; i w koncu
- w kazdym parku nawet zima A. moze naciagnac nas na jazde na kucyku.  

Tylko zeby jeszcze byl czas sie w to wszystko bawic! 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Archiwum
Dodatki na bloga