... o zyciu ... o kobietach ... o podrozach w czasie i przestrzeni ... o czasie i o przestrzeni ... Przemyslenia i zlosci kobiety mobilnej geograficznie ze juz sama nie wie czasami gdzie jest?!
środa, 25 stycznia 2012
When it rains, it pours...

Niby nowy rok, a wszystko po staremu i zamiast dwa kroki w przod, to my trzy w tyl. Ulewa, a moze burza sniezna. Wszystkim slucham sie poprawilo, a nasze nieszczescia chodza parami.

Tradycyjnie juz, kolejny wpis jak wyjdzie slonce (czyli niepredko).

16:21, siewasi , My
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2012
Kabul, Kabul

No wrocilam, bylo super. Widoki, ludzie, no i zarcie. W sumie, to odliczam czas od sniadania do lunchu do obiadu. Przybylo mnie, i przybylo wrazen smakowych. Moze ja sie minelam z powolaniem!?

A teraz kolejne plany do realizacji:

Styczen - Afghanistan... (done)

Luty - Nigeria (niecale 10 dni, szybko i cieplo)

Marzec - Turcja (jak co roku, smacznie i nudno)

Marzec - Polska (oby sie udalo "work remotely")

Kwiecien - tez Polska (i jaja i baby i dyngus)

Maj - no wlasnie :)

Listopad - Wietnam (oby sie udalo)

A w miedzyczasie to sie okaze co jeszcze i kiedy.

sobota, 07 stycznia 2012
J'adore DIOR i lepioszki

Paczka przyszla. Pachnie ladnie. Szkoda wyrzucac. Podaruj sobie odrobine luksusu. Polowe oddalam D., a reszta moja. A niech to.

Zapachy z Paryza.

Ku mojemu zadowoleniu, zapachy z paczki (i tez moja obecna lokalizacja, ale o tym pozniej) przywolaly inne wspomienia niz nadawca zapachow mial (zapewne) na mysli.

Zapachy z Azji Centralnej. 

Plov i lepioszki. Dzis na lunch, dzis w mojej glowie. Mloda wtedy bylam i glupia, ale bardzo ponoc ciekawa.

poniedziałek, 02 stycznia 2012
Ja na walizkach (nie polecam)

Podejscie drugie, ale w nowym roku. Na wschod po raz drugi.

Trzymajcie kciuki.

czwartek, 29 grudnia 2011
Ludzie na walizkach (polecam)

Bez ladu i skladu konczymy rok 2011.

Na szczescie juz nieduzo go zostalo. Liczymy, ze 2012 bedzie nie gorszy, choc uswiadamiamy sobie rownoczesnie, ze "zawsze cos kurna nie tak" i ze tak to juz w zyciu jest, a tylko niewielu wybranym udaje sie "urzadzic i zyc bezproblemowo" i to tez ponoc do czasu. Nikomu nie zycze tu zle, tylko wnioskuje.

Na co czekamy?

Na meza Katulli z prezentami (albo bez) juz tuz tuz; na lepsze wyniki zdrowotne i samopoczucie; na nowa prace z normalnymi ludzmi; wiecej wesel niz pogrzebow (I&D sie spisali trzeba przyznac); wiecej spotkan z przyjaciolmi i tu i tam; Swieta choc jedne w PLu, i troche sniegu w lutym. Proste.

Jak powitamy Nowy Rok?

W Nowy Rok wchodzimy pogodzeni ze jest jak jest, ale gotowi do walki. Maszerujemy z pokora i bez wielkich planow, bo zycie ma swoje, a my niewielki na nie wplyw. Idziemy krok po kroku, cieszac sie kazdym dniem, bo kazdy moze byc przed-ostatni.

Wnioski?

Nigdy nie jest tak jak sobie czlowiek zaplanuje. I nie ma co sie szarpac. Walka i szarpanina to dwa rozne "animals". Brak szarpaniny, nie wyklucza gotowosci do walki. Nie oznacza tez rezygnacji i braku nadziei.

Postanowienia?

W tym roku nie bedziemy sobie zabraniac i sie odchudzac z naszych malych przyjemnosci. Postanowienie jest wiec, by od czasu do czasu zrobic cos extra, co nie kosztuje duzo a ubogaca dusze i cialo: wiecej spotkan z przyjaciolmi, zdecydowanie wiecej "dinners at Plummer's", wiecej czasu dla siebie. Proste.

sobota, 17 grudnia 2011
Swieta za pasem, niestety

Nie (za) happy te swieta. Choinka ubrana, pod choinka pustki. Nastroje tez kiepskie ostatnimi czasy. Doom and gloom.

Nadzieja na Nowy (lepszy) Rok umiera ostatnia.

 

Wesolych Swiat, Kochani! Zeby bylo w koncu lepiej, i Wam i nam.

poniedziałek, 12 grudnia 2011
Eutanazja

Pojechalam, napatrzylam sie i jestem za. Tyle cierpenia, winy, bolu, poswiecenia i po co, dlaczego, w jakim celu, dla kogo?

Ludzka natura, egoizm i zycie. Depresyjnie.

Swieta za pasem. Depresyjnie.

niedziela, 27 listopada 2011
Ces't la vie

Mialam nie pisac do odwolania (kiedy bedzie lepiej) ale nie moge sie oprzec patrzac na zapakowana walizke (ktora nie poleciala, tak jak ja) oraz na siniak po kroplowce (jeszcze swiezy i cieply).

Zycie nabiera kolorow... sinych. Brat mowi: "przynajmniej nacpaili Cie morfina "za darmo" i legalnie". Humor dopisuje. Ha ha.

"To cut or not to cut is the question" 

niedziela, 20 listopada 2011
Okno na swiat

Moze i zycie nabierze w koncu kolorow...

sobota, 12 listopada 2011
Oby do wiosny

Doslownie brak slow co za tydzien / dzien / piatek. Tylko sie powiesic, ale nie ma na czym. I odwagi brak. I slow brakuje.

Jako ze negatywne notki zle sie czyta, na tym poprzestane i odezwe sie wiosna, jak sniegi stopnieja. Mam nadzieje dozyjemy.

Oby do wiosny.

02:05, siewasi , My
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 listopada 2011
I jeszcze jeden

I jeszcze jeden wyjazd. I jeszcze raz na walizkach w 2011 (przynajmniej firmowo). Oczywiscie jak dostane wize.

Tym razem nie na poludnie, a na wschod. Ciekawe.

wtorek, 01 listopada 2011
Mam problem

Przetarlam drogi wlasnymi silami. Pol roku walki z wiatrakami. A teraz wszyscy na hura, i "ani me ani be ani kuku-ryku".

No ale lekcja nauczona. Jak tylko bede mogla to rzucam robote w cholere, nawet jezeli to oznaczac bedzie utrate domu i spanie w namiocie. Zawsze jest opcja skakania z mostu, mamy tez kuchenke gazowa.

Wkurw totalny.

P.S. Troche mi juz przeszlo, ale moze to dlatego ze piatek?

17:18, siewasi , Ja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 października 2011
Skladniki

Zaczelam kucharzyc. Pierkarnik nie dziala, wiec pozostalo gotowanie. Terapia zastepcza, mowi C. i zajada wszsytko co zgotuje ze smakiem. Tato sie nadziwic nie moze, ze ja cos umiem i chcem ugotowac. A Mama podrzuca pomysly. Zaczyna mi brakowac dni w tygodniu zeby wszystko wyprobowac i zjesc.

Zupy w tym tygodniu wyprobowane: dyniowa Taj na mleku kokosowym, krem butternut squash z gruszkami na pol-slodko, zupa z kurczaka (nie rosol, lepsza) ale bez makaronu, jest tez pomidorowa i grzybowa.

Dania glowne: krewetki w sosie curry z dynia (wiem, dynia tu i tam ale pycha, a sezon krotki), kurczak po wegiersku over rice, kopytka na ostro z sosem grzybowym, curry z zielonych jablek z chlebkiem roti, gulasz z serc kurzych z papryka, oraz (tak, nagotowalam) pieczen wieprzowa z kminkiem i rodzynkami.

Desery: lody domowe z dyni i skorki pomaranczowej (drugie tego sezonu), szarlotka "Mamy" (pieczona u znajomych), gruszki w kremie waniliowym z rodzynkami, oraz zapiekany pumpkin rice pudding z bita smietana i mielonymi orzechami.

Gotuje, a apetytu brak. Smacznego.

wtorek, 25 października 2011
Rocznica (kolejna)

Dzis kolejna podwojna rocznica.

  • Nasza, bo mija 3 nasze lata od zareczyn. Jezeli prawda jest ze 7 chudych, 7 tlustych to zostalo nam jeszcze 4 chude (niezaprzeczalnie chude ostatnio). Ale budze sie co rano w czekoladowych objeciach, lapie moj ZEN i zyje, wiec nie jest zle. Jest dobrze, rodzinnie, i spokojnie.
  • Nie nasza, a moich rodzicow, bo mija dzis 35 (!!!) lat od ich slobu. Komentowac nie bede czy to jakiekolwiek osiagniecie, czy totalna porazka i brak odwagi. Nie moja piaskownica, nie moje zabawki.

Z tej okazji (naszej), w sobote Sting: stripped down performance "Back to Bass" z gitara, bez efektow, kameralnie.

A rodzice dostali lampke do kuchni. Moze kogos oswieci.

niedziela, 23 października 2011
Lista

Zadziwiajace jak faceci, czyt. moj chlop potrawi mnie zaskoczyc / wkurzyc / rozbawic w zaleznosci od dnia "cyklu" robieniem prostych zakupow z listy.

Wczoraj bylo kupa smiechu, ale czasami rece opadaja.

Wiec, napisalam: (a) butternut squash a dostalam... butter (tak maslo w kostce) i green squash (czyli cuknie zamiast pomaranczowej gruszkowatej odmiany dyni), do tego (b) 1-2 limonki, a przywiozl 2 kg (co ja z tym zrobie), a pare dni temu (c) italian seasoning (przyprawe w proszku), a przytargal do domu italian dressing do salatek. Nie wspomne o tym jak raz ugotowal wieprzowine, a zgina z lodowki kurczak i dwa dni pozniej sie okazalo ze kurczak to swinia, a swinia sie marynuje na balkonie (bo to zima bylo).

Rozkojarzony, czy zakochany?

piątek, 21 października 2011
Swieta

Ja wiem, ze jeszcze liscie nie opadly z drzew, nie bylo swieta dyn i duchow, ale w mojej glowie juz Boze Narodzenie i chec na Nowy Rok, nie chec nadzieja ze bedzie lepsz-ejszy. Wtoruje mi pare tutejszych sieci sklepowych, za rogiem kolo pracy usmiechaja sie do mnie szklane renifery, tylko Santy nie widac z prezentami wtedy kiedy potrzebny.

Swieta nie zapowiadaja sie wesolo czy rodzinnie.

Kochana M. jedzie do sanatorium do po-Swietach, wiec w domu urzedowac bedzie T. i J. czyli faceci. Przewiduje karpia zabija i usmarza, zjedza. Gorzej bedzie z porzadkami, uszkami i barszczem. Przewiduje tez depresje u T. ze "wszyscy mnie zostawili, a ja sam stary i biedny taki w domu gnusnieje".

Co do M. to cholera wie jak taki turnus wyglada w sanatorium w swieta, jak znajdzie dobre towarzystwo to pewnie bedzie w porzadku. Kupa knajp organizuje kolacje. Z persepktywy pozytywow M. odpocznie od garow, od gledzenia, od krytyki i dobrze. A ja od dawna uwazam ze Swieta to nie tylko w domu tradycyjnie, da sie inaczej.

Pozostaje ja i C. Mielismy leciec, ale chwilowo sie nie da z oczywistych wzgledow. Do tgeo jak Mamy nie ma na Wigilie, to jakos tak kiepsko leciec do PL. wolalabym odwiedzic cala rodzine a nie polowe. M. bedzie daleko, T. blisko. I tak zle i tak niedobrze. Do tego ryzyko zaspyania na lotnisko w grudniu wzrasta, czy warto ryzykowac nie wiem. A tak marzylam z C. pospacerowac po zasypanym sniegiem Rynku w Krakowie i spic sie grzanym winem.

Bo my, ja i C. to czy tu czy tam to sobie poradzimy ze Swietami. I tylko "koni zal"... ale zawsze jest jeszcze Wielkanoc. Oczekuje, ze lokalne sklepy wespra mnie juz w styczniu kurczaczkami i jajami i swieconka. Oczekuje, ze sie nie zawiode.

piątek, 14 października 2011
Growing edge

Tydzien z zycia kolejny i generalnie bez zmian, choc w sumie wiecej awantur, placzu, rachunkow do zaplacenia, mniej optymizmu. W pracy kumpel w dokladnie takiej sytuacji wlasnie rozwodzi. Pierdolic to zycie.

Stay positive to moj growing edge. W pracy zamiast docenic pracownikow, robia nam "szkolenia" gdzie parami (moj buddy jest ok) dyskutujemy o growing edge, zmianach, i dlaczego "sie meczymy" i jak zmienic cos co mozemy zmienic. Moj buddy jest mniej sceptyczny, niz ja wiec glownie ja wyrzucam z siebie zjadliwe cyniczne uwagi, a buddy neguje. Mam frajde.

Jak mam problemy to generalnie (a) ide do psychologa, albo (b) pije z chlopem w domu, albo (c) wylewam zale na przyjaciol i / oraz papier, albo (d) wszystko powyzsze. Nie szukam w pracy ukojenia duszy. A niech ich wszystkich. Brain wash kurna mac.

Moj growing edge nad ktorym pracuje to "stay positive". Seriously?

01:46, siewasi , Ja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 października 2011
tydzien z zycia

slonce za oknem, slonce w sypialni, chmury nad glowami a konca nie widac. jesien i deszcz. usmiecham sie co rano, caluje i uciekam. optymizm poranny nie rownowazy wieczornych lez i zniechecenia. poranne usmiechy nie wymazuja z pamieci szlochow i negatywnych mysli. za oknem zlota jesien.  

milosc ta sama jest inna. "Kocham Cie!" brzmi niezle po polsku, zdecydowanie lepiej niz angielskie "I Love You!". "Je t'aime!" however daje sie we znaki jakos intymniej i romantyczniej, z tutejszym akcentem. balagan i porzadki.

juz piatek. juz poludnie. wedlug C. piatek to najlepszy dzien, bo przed nami dwa dni razem kiedy nie bardzo mozna cos zmienic w rzeczywistosci biurowej. dla mnie piatek najgorszy, zdruzgotane nadzieje na lepsze jutro, do poniedzialku nic sie nie zmieni. perspektywy.

kot jeszcze z nami tydzien. bedzie teskno, choc mam dosc tych kudlow i mialczenia o 5 rano. zebrak.

16:32, siewasi , My
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 października 2011
Niesmak

Niezmak pozostal, nie po zupie ale po pracy. Doslownie i w przenosni. Jeden dzien i ja juz mam nosc. Gratulacje, usciski i troche zazdrosci, a mnie chce sie zygac. Usmiecham sie jednak, bo emocje w niczym nikomu nie pomoga i oby do piatku, do swiat, do nowego roku. Damy rade. Prawda poznostanie tajemnica. A tak mnie jezyk swierzbi.

W samolocie zrobilam postanowienia: co chce, czego nie chce, czego nie umie i nie bede tolerowac, a co mi zupelnie nie przeszkadza. Jest tez plan i timeline. Z budzetem gorzej.

Powodzenia!

02:27, siewasi , Ja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 października 2011
Smacznego!

Zupa sie udala jak widac. Na deser czyli lody z dyni i rumu trzeba poczekac. Musza sie dobrze zmrozic. Mniam.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
Dodatki na bloga