|
niedziela, 07 lutego 2010
Ces't la vie...
Mialo byc o Afryce, zachwytach i przemysleniach. Mialy byc zdjecia, ale nie bedzie... przynajmniej narazie. A bedzie o zyciu... Jak mawiaja... "nadzieja matka glupich" ale "umiera ostatnia". Ludzilam sie w glebi duszy, ze z koncem roku zla passa odeszla, ze ten rok bedzie lepszy, troche weselszy. Zaczelo sie dobrze, w koncu oboje mamy prace, mamy gdzie spac, nawet rozgladamy sie za innym wariantem lokum. Zaczelo sie dobrze, w koncu niektore marzenia sie spelnily, male ale jednak. Mamy prace, jest dobrze. Jestem w Afryce juz 3 tygodnie i "nadziwic sie nie moge jaki piekny swiat"... A mimo to... mimo tej ilosci dobrych news i wydarzen cos sie zawsze schrzani ze odechciewa sie zyc... Najbardziej boli bezradnosc, ze nic nie mozna zrobic... bezradnosc ze jestem daleko i nie moge "utulic do snu", bezradnosc bo musze byc silna kiedy w gardle gromadza sie przelkniete lzy, bezradnosc bycia osobno, choc razem... blisko, a tak daleko... I tak sie bujam juz sama od dwoch dni miedzy pokojem hotelowym, a barem przy basenie... Snuje sie bezsennie miedzy kafejka z widokiem, a miejscowym klubem... Choc nie ma tu dla mnie miejsca, musze tu byc. I nagle marzenia jak przeklenstwo...
sobota, 30 stycznia 2010
Afryka
Bylam dzis poza miastem, nareszcie. Koloryt lokalny zdumiewajacy. Gory, zielen, niebieskie niebo, czerwona ziemia. Zachwyca mnie kazda minuta. Chlone. Oddycham marzeniami. Poza stolica nie ma drog... tluczemy sie w gaziku pare godzin. Nic nie ma. Pyl, proch, czerwony kurz unosi sie z kretej drogi pod gore. Potem w dol. Jakies kozy, drzewa bananowe, plantacje kawy, kasawa i nic. Ludzie. Nic nie ma. Mijamy kobiety noszace wode w wiadrach z jakiegos zrodla. Witaja nas spiewem i tancami. Ciesza sie zyciem, pomimo braku wszystkiego. Straszna bieda. Domy z gliny. Nie ma elektrycznosci, czystej wody, brakuje jedzenia. Sciska mi w gardle... Nawet sobie nie zdajemy sprawy na ile nam sie udalo, na ile jestesmy lucky and fortunate! People please, stop complaining.... we have enough and so much more...
niedziela, 24 stycznia 2010
I am living my dream...
...and I am loving every second of it! Podroz samolotem dluuuga, meczaca, dupa boli. Najpierw Atlantyk, potem przelot nad Sahara, i dalej na poludnie beyond the equator. Podejscie do ladowania w kraju "des Milles Collines". Musialam sie uszczypnac, bo trudno uwierzyc. Marzenia sie spelniaja Kochani! Sometimes...
sobota, 16 stycznia 2010
Why
Randomly dostaje kiwaty. Nie za czesto, przypadkowo, z zaskoczenia, ale nie za duzo zebym sie nie przyzwyczaila, tak w sam raz od czasu do czasu. Pytam wiec kiedys why?
No i teraz juz wiem :-)
niedziela, 03 stycznia 2010
Zdrada
Zycie zaskoczylo mnie znowu. Moj C. wrocil do domu z pracy. Schudl ostatnio. Stres pewnie. Wrocil. Glodny mowi. Musimy pogadac mowi. Lunch boxes inne niz zwykle, nie "wylizane", choc wyjedzone. Pomijam. Stres pewnie. Mosimy pogada mowi:
Dluga przerwa. Krotka, wydaje sie dluga. Zamarlam. Zatkalo mnie.
Znowu cisza. Cisza. Nie rozumiem. Ulga. Jedzenie nie kobieta. Nadal jednak nie rozumiem.
czwartek, 31 grudnia 2009
wtorek, 29 grudnia 2009
Sny 30-sto latki
Snilo mi sie:
Nie wiem co myslec o pewnych snach, a interpretacje sa niejednoznaczne. Axiety, nierozwiazane sprawy, niedopowiedzenia, placze i inne takie wypelniaja mnie na dwa dni przed koncem roku... i tak wloke ten bagaz za soba od lat...
środa, 23 grudnia 2009
Podsumowania
Uczucia doglebnie mieszane. Umarli nie wstali, chorzy nie wyzdrowieli, bogaci pozostali bogatymi, a biedni… im zawsze wiatr w oczy! Nie sadze wiec ze Nowy Rok przyniesie dramatyczna poprawe sytuacji. Wiele by sie chcialo, ale niewiele mozna. Planow nie robie (z wyjatkiem jednego***) ani postanowien bo wszystko i tak szlag trafi predzej czy pozniej. Optymista nigdy nie bylam. Cale zycie pod gorke, a nawet jezeli chwilowo tocze sie w dol to i tak trace oddech. A co nam przyniesie Nowy Rok? oczyscie poza taxami do zaplacenia…** ** Z moich szacunkow wynika ze “Papie” doplacimy TOTAL ponad $4,000, ja despite my unemployment for most of the year... *** Jezeli moje fears sie urzeczywistnia, to jedyny plan jaki mamy (na czerwiec) niestety rozsypie sie w proch. Tak wiec niewiele powodow do radosci niestety z koncem / poczatkiem roku…
środa, 16 grudnia 2009
sobota, 12 grudnia 2009
Blog Roku i cebula w skarpetkach
Cebula w skareptkach i takie inne w ramach kuracji. Plany szeroko zakrojone zostaly wymienione na inne, mniej eleganckie. Grypujemy na maxa, a tu choinke trzeba kupic, karpia zlapac, grzybow nazbierac...
czwartek, 03 grudnia 2009
GEMINI (TWINS)
"All signs point to success, but you may doubt your eyes. You're likely to enjoy where you end up as a result of your expertise." Well, bring it on! I can not wait :-)
wtorek, 24 listopada 2009
Odliczanie
Tak, odliczam juz dni do nowego roku. Bo ilez mozna? Dopiero odetchnelismy z C. z ulga, bo dwie prace, bo lepiej, bo to... a tu znowu jakas sciana sie naszego "pokoju" wali na leb, na szyje... I jakos znowu smutki, a moze to po prostu jesien... Jak by nie bylo odliczam, nie do Indyka (juz za 2 dni), nie do Xmas (za miesiac), nie do wyjazdu do Kigali (za 2 miesiace), nie do weselicha w Krakowie (za ponad pol roku) ale do konca 2009. I zycze sobie i wszystkim, ktorym ten rok dal w dupe duzo cierpliwosci i zeby 2010 byl o szczypte przyjazniejszy!
niedziela, 15 listopada 2009
Pogaduszki
Wystepuja: ja, szef, szefowa oraz szeroka audiencja colleagues. Day 2 w nowej pracy. Spotkanie przy "okraglym stole" with African Country Directors.
No wiec przynajmniej wiem na czym stoje ;-)
piątek, 30 października 2009
Punkt widzenia i spostrzegania
Przyjazd do rodzinnego miasta nadzwyczaj bolesny sie okazal. Why? Zawsze jest bolesny, a kazdy nastepny raz bolesniejszy... te wspaniale domy, szerokie ulice, wielkie sklepy i park, nowe bloki, stare zakamarki wydaja sie z dnia na dzien mniejsze, ponursze, mniej przyjazne, umierajace... Nie wiem czy winic tu brak funduszow i inwestycji, czy tez inny punkt widzenia, a moze oba? Wyjatkowo mialam czas wsiasc w auto i pojezdzic po centrum-city, przedmiesciach, za-torami, po "debniku". Wybralam sie nawet do Rzeszow-ka przypadkiem. Okazuje sie, ze te "straszne" skrzyzowania, dlugie ulice jakos sie skurczyly, ze nawet nie mozna sie zgubic, a wszystko szare, brudne, ponure... A te wszystkie przestrzenie wypelnione smutnymi ludzmi... ze mi tez jakos nie tak... a do tego te bzdurne tradycje, zasady, rules ktorymi wszyscy sie karmia i zyja. Po ch... re sie umartwiac na sile, jak sie nie chce. Po jakiego diabla te zakazy ze to piatek i nie moge spalaszowac kawalka kielbasy, ze to wszystkich swietych i nie moge isc do kina bo mam sie umartwiac, ze to nie wolno tak sie ubrac, ze to nie wypada bo co inni powiedza, ze nie mozna jeszcze kozakow bo to jesien, ale na klapki za pozno. A co to kogo kurna obchodzi... Tak wiec tesknie za domem, ludzmi, przyjaciolmi ALE po tygdoniu mam ochote uciekac, tam gdzie pani w sklepie nie gada przez komorke w obliczu zniecierpliwionego klienta, a wita mnie uprzejmym: How can I help you? Naprade... tu na wschodzie, do zachodu daleko... a na zachodzie bez zmian.
piątek, 23 października 2009
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Pasje, jak i moje
W kuchni i od frontu ...
Zagladaja...i ja tez zaczelam
Zagladam...
|